informacje regulamin lista zwyciezcow tekst dyktanda powrót




pila500.pl

Regionalne Centrum Kultury

Zespół Szkół nr 2
Tekst dyktanda

DYKTANDO 2014
Panowie Sandwicz i Skoczwiski toczą spór
o dwudziestopięciolecie

Sandwicz  – No, tośmy dożyli dwudziestopięciolecia, panie niedowierzalski!

Skoczwiski –  Hola, hola,  na razie to ponaddwudziestoczteroletni okres wszak mija. Wprzód więc się zastanówmy, czyby na jubileusz cokolwiek bądź zsumować się dało, mościwy superoptymisto.

Sandwicz – Ejże, nie bądźże tak ekstraprecyzyjnym skrupulantem, spochmurniały ekshrabio! Raz-dwa przeminą te mało ważne tygodnie i jubileusz okaże się tuż-tuż.

Skoczwiski – Ale, klituś-bajduś! Czyż pan dopiero poniewczasie zrozumie, iż to jest pseudorocznica, boć przecie na skutek przeróżnych figli-migli przez ponad półrocze trwał  niedookreślony stan, w którym prawodawstwo sankcjonowało idioctwa quasi-reguł eksustroju, a choć jasno określonych megareform spodziewać by się należało, to nasamprzód rozhasano się na obrzeżach legislacji, nie przerzynając ćwierćlegalnych, prawie mafijnych powiązań czupurnych i niedowarzonych donkiszotów-decydentów.

Sandwicz – Ach, toż to zaprawdę tylko poharatane koszałki-opałki, lęgnące się w pańskiej rozchełstanej wyobraźni, panie wiecznie niezadowolony mizantropie. Gdzież pan zoczył tych niby-donkiszotów?  Czyżby miraże jednego pół reformatora, pół mistyka, swoistego politycznego majster-klepki brał pan na serio?

Skoczwiski – A jakżeżby inaczej być mogło! Przecież to on był wielkim guru sztuki popartowskiej i stąd chciał zyskać prestiż także w sferze polityki. Zresztą prawie, prawie mu się to udało.

Sandwicz – Niemniej  w końcu uniknęliśmy niechybnej chryi i wyrzuciliśmy hochsztaplerów z przywództwa. I mamy niemałe sukcesy. Zatemby o tym podeliberować przystało, a nie wpadać w otchłań czarnowidztwa. Ha, widzę, żeś waćpan nieco skonfundowany!

Skoczwiski – Ze wszech miar się mylisz! To nie konfuzja, to kontemplacja na przemian z refleksją we mnie  przepływa.

Sandwicz – I cóż to się wynurza z tych myślowych roztrząsań siedzącego tu vis-à-vis sczestwiałego, przyprószonego siwizną malkontenta? Czyżby odsądzał od czci i wiary  twórców naszego dwudziestopięciolecia?

Skoczwiski – O, marzyłoby się panu, farbowany przechero, takie właśnie rozstrzygnięcie, nieprawdaż? By nie cześć i wiara, lecz hucpa i niewiara zdominowały następne lata!

Sandwicz – Oj, oj, nie bierzże pan tak dosłownie wyrażeń zanurzonych w sensy przenośne! Żonglowanie niemetaforycznym znaczeniem frazeologizmu nie przysparza splendoru, choć na pozór tak by się wydawało. I naprawdę kończmy już te mało spójne rozhowory, bo szwendając się tak po zakamarkach inwektyw i brodząc w słownej brei,  dojdziemy do jakiegoś obrzydlistwa w dialogu, z którego ni w tę, ni we w tę stronę się już nie wygrzebiemy.

Skoczwiski – Jednakowoż ja ze swych pozycji nie czmychnę! Było nie najlepiej, a i nie lepiej będzie!

Sandwicz – A ja się do tego sądu nie dołożę i powiem: było nie najgorzej i będzie niezgorzej!